I niby jest to naturalne, bo człowiek popełnia błędy. Tylko, że czasami na błąd nie da się patrzeć z dystansu.
Byłem ostatnio w delegacji z realizacją pewnego projektu. Pojechałem, zrobiłem robotę, wróciłem. Niedługo później dostałem wiadomość, że trzeba będzie wrócić z poprawką. No i właśnie… błędy się zdarzają. Pojechałem, poprawiłem, wróciłem. Ale na następny dzień okazało się, że w zasadzie jest jeszcze gorzej, niż było poprzednio. Coś tam przestało się trzymać, coś innego zaczęło wystawiać pomimo, że na projekcie wszystko się zgadza. Finalnie trzeba było pojechać tam trzeci raz i poprawiać to po raz kolejny. Niestety padło na kolegę z działu, co wybiło go z prywatnych planów.
No ale przecież błędy się zdarzają, a wszyscy zaangażowani mówią „nie przejmuj się”, „zdarza się”. I niby tak, tylko za drugim zawalonym razem z rzędu, nie patrzysz na to w ten sposób, a poprzez poczucie winy i wstydu, że zawaliłeś. Ja patrzyłem na tę sytuacje przez fakty, to znaczy, że zawiodłem zespół, deadliny gonią, a robota w zasadzie stoi, wstyd, że ktoś inny musi poprawiać moje błędy swoim kosztem,
a finalnie ogromne zdenerwowanie, że ludzie wymyślają problemy, które w mojej opinii nie istnieją.
Sumarycznie doprowadza to do tego, że spada poczucie wartości, zacząłem przekładać tę sytuację na całą karierę i podważać, że jestem coś wart i że mam jakieś kompetencje, co przełożyło się na lęki związane ze zwolnieniem z pracy, lęki przed popełnieniem kolejnego błędu, czyli w zasadzie lęk przed zrobieniem czegokolwiek. Kiedyś to poczucie mija, jednak mija długo (przynajmniej u mnie) czasami to kilka dni, czasami nawet tygodnie.
Ta historia nawet nie jest o tym że popełniamy błędy, bo to naturalne i przecież „Nie myli się tylko ten, kto nic nie robi”, z logicznego punktu widzenia to wiemy. To raczej historia, o tym jak suma popełnionych błędów, albo ich waga może przyczynić się do drastycznego spadku nastroju i wywołania lęków. Spada również zaufanie do samego siebie i pojawia się kolejny lęk związany z brakiem kontroli i tym, że zamiast chłodno podejść do sprawy zaczynasz panikować. Finalnie nie chodzi o sam popełniony błąd, tylko o to jak on wpływa na poczucie własnej wartości i jak podważa on nasze kompetencje, co finalnie przekłada się na lęki związane z bezpieczeństwem i stabilnością.