To może być wpis zakrawający o Coaching, jednak postaram się, aby nim nie był.
Przez ostatni tydzień bardzo przyglądałem się potrzebą jakie mam w ciągu dnia i reagowałem na nie na bieżąco w ramach jakiś możliwości. Dla przykładu po wstaniu rano starałem się nie wpaść w codzienną rutynę tylko zauważyć czego teraz potrzebuję.
W zależności czy był to dzień roboczy czy weekend wyglądało to trochę inaczej, natomiast eksperyment przeprowadziłem w dzień wolny więc do niego będę się odnosił.
Rutyna
Z reguły dzień zaczynałem od wstania koło godziny 11:00 (w końcu dzień wolny, a ja mam chronotyp wieczorny), następnie brałem prysznic, jadłem coś przy okazji robiąc kawę, następnie myłem zęby i ubierałem się w jakieś ciuchy po domowe.
Wiele z tych rzeczy robiłem z przyzwyczajenia bo tak było zawsze i tak nauczyli mnie rodzice. Zwłaszcza tą część, że po domu chodzi się w ciuchach domowych.
Następnym krokiem było zaczęcie pracy nad studiami. Jako że studiuję weekendowo, co dwa tygodnie teraz wypadł czas „wolny” czyli nadrabiane zaległości. Za pracę zabierałem się możliwie szybko, żeby nie marnować czasu i zrobić rzecz najbardziej efektywnie. W końcu nauczono mnie i wielu z was, że najpierw praca, a potem odpoczynek.
W zależności od dnia pracowałem dłużej bądź krócej, ale projekty zawsze dowoziłem na czas. Po pracy siadałem do odpoczynku i zazwyczaj po prostu oglądałem YouTuba, a chęć do robienia czegoś innego była znikoma albo żadna.
Finalnie chodziłem spać koło 23:00
i tak kończył się „dzień wolny”.
Eksperyment
W zasadzie ciężko to nazwać eksperymentem, bo było to po prostu patrzenie na swoje potrzeby i elastyczne dostosowywanie rzeczy tak, aby je zaspokoić.
Dzień zacząłem od wstania o godzinie 11:00, raczej standardowo, ale kolejne czynności już nie były rutynowe. Bezwstydnie zacząłem realizować potrzeby własnego organizmu. Moje AuADHD wymyślało różne potrzeby do zaspokojenia i zamiast z nimi walczyć poddałem się i po prostu je robiłem.
Pierwszą z nich było po prostu pochodzenie po mieszkaniu, wiec zamiast realizować rutynę dnia po prostu zrobiłem kilka rundek po mieszkaniu zupełnie bez celu. Wtedy przyszła mi ochota na zrobienie sobie serii ćwiczeń, na które wcześniej pozornie nie było czasu. Zabrałem się wnet za ćwiczenia kiedy po trzeciej męczącej wtedy serii postanowiłem, że na dzisiaj wystarczy. Nie przeciążyłem się może jak na treningu na siłowni, no właśnie, ale czy musiałem? Czy za każdym razem jak coś robię muszę być efektywny i robić ponad normę? No właśnie nie. Więcej frajdy sprawiło mi, że po prostu poćwiczyłem bez celu. Ale jednak to zrobiłem.
Następnie przyszła ochota na prysznic po treningu żeby się odświeżyć. Wtedy inaczej niż zwykle włączyłem sobie muzykę do kąpieli, co również regulowało moje ADHD i natłok myśli.
Po prysznicu trzeba było się jakoś ubrać. Zwykle mówili mi „Nie łaź po domu w normalnych ciuchach bo je pobrudzisz i szkoda.”. Albo „Ubierz się w lżejsze ciuchy bo jest ciepło”. Tym razem zrobiłem inaczej i ubrałem się dokładnie tak jak chciałem. Absurdem jest, że 24 letni chłop nie może się ubrać jak chce mimo, że mieszka sam prawda? Zgadza się, ale to właśnie często to jak wychowywali nas rodzice ma wpływ jak funkcjonujemy, nawet jeżeli chodzi o ubranie się czy inne tak absurdalne przekonania.
Finalnie ubrałem się jak chciałem czyli lekko, ale elegancko. Lekka koszula, krótkie eleganckie spodnie, biżuteria, ułożyłem włosy na żel.
To sprawiło, że poczułem się ze sobą dobrze, co przełożyło się na lepsze efekty w realizacji kolejnych wyzwań dnia.
Następnie miałem usiąść do pisania pracy na studia. Zawsze tak robiłem bo zawsze tak mówiono „Najpierw obowiązki potem przyjemności”. Zupełnie nie miałem na to ochoty, za to chciałem sobie pograć w Resident Evil 4 (polecam) i wbrew nawykom i temu co mi wmawiali przez lata, po prostu usiadłem i zagrałem w Residenta. Czy zmarnowałem trochę czasu, który mogłem przeznaczyć na pisanie pracy? Tak. Czy bawiłem się świetnie grając? Oczywiście. A czy pracę finalnie napisałem? Jeszcze jak. I była to najlepsza część pracy pisemnej jaką dotąd napisałem. Dlaczego? Bo pisałem ją w momencie kiedy przyszła na to ochota, jak i miałem wypoczęty umysł po nawalaniu w zombiaki.
Finalnie pracę pisałem przez kilka godzin, pamiętam że skończyłem o 21:00 kiedy już szło opornie. Wtedy zamiast cisnąć do oporu, przestałem pisać i wróciłem do grania. Potem poszedłem spać.
Następnego dnia nie wróciłem do rutyny tylko znowu słuchałem potrzeb. I tego dnia było zupełnie odwrotnie bo pracę zacząłem pisać o 12:00, a skończyłem o 16:00. I również była to najlepsza część pracy jaką napisałem, bo dobrze się bawiłem, byłem wypoczęty i miałem ochotę pisać.
Podsumowanie
Te przemyślenia i obserwacje oczywiście są oparte na mnie, moich potrzebach i niecodziennym funkcjonowaniu mojego mózgu. Nie twierdzę, że taki system zadziała u każdego. Jednak uważam, że wiele z nas, w tym ja potrzebuje autonomii i czasem zrobić coś po swojemu, nawet jeżeli jest to uznawane za dziwne.
Przełóż ten wpis na swoje potrzeby i egoistycznie rób rzeczy na które masz ochotę.
Chcesz chodzić cały dzień w piżamie? Zrób to.
Chcesz najpierw zagrać w grę, a potem zrobić zadanie domowe? Zrób to.
Co z tego, że najpierw ubierzesz się ładnie po domu? Przecież za chwile możesz zmienić zdanie i wrócić do piżamy.
Bądźmy elastyczni i dostosowujmy się do własnych potrzeb. Być może będzie nam się żyło lepiej.
Dodatek
Podczas pisania tego wpisu zrobiłem kilka przerw i po prostu pochodziłem po mieszkaniu. Dlaczego? Bo miałem taką potrzebę, którą zaspokoiłem, a finalnie zaspokojenie jej przełożyło się na wymyślenie kilku nowych punktów oraz na to, że pisało mi się po prostu przyjemniej i bez przymusu, że muszę siedzieć i pisać.
Na koniec chciałbym odesłać do filmu Krzysztofa M. Maja. który niewątpliwie lepiej opisuje ten temat. Temat zaznaczam w połowie, ponieważ od tego momentu zaczyna się część w której Krzysztof opisuje temat zbliżony. Nie mniej jednak zachęcam do wysłuchania całego materiału.
Dbajcie o siebie.
Pozdrowionka